Tak chyba jest, że wielu ludzi lubi, gdy ich istnienie ma sens i są na to dowody. Ba, nie tylko ludzi. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w wielu religiach dogmatem jest nagroda czekająca na tego, kto uzasadnia istnienie Boga.
Obejrzałem kilka odcinków “Matura to bzdura”. Po pierwszym kontakcie znielubiłem i nazwę i konwencję programu, w którym ci, co wiedzą robią kabaret z tych, co nie wiedzą. Znielubiłem i zapomniałem.
Oto pojawia się wpis u Mediafuna. Czytam i oczom nie wierzę; MEN zainteresował się projektem. Jakieś spotkania, wywiady. Dlaczego?
I coś mi zaczęło powoli świtać*. Autorzy programu rzucają wyzwanie m.in. MEN-owi udowadniajac, że przepytywani na ulicy maturzyści pojęcia nie mają o treściach obowiązujących w podstawówce. Czyli system jest kiepski. Młodzież wprawdzie nie pamięta skąd pochodził Słowacki, ale nie wyglada na zabiedzoną, buty posznurowane ma elegancko, ubrania w miare czyste – znaczy to, że pomimo braku wiedzy żyje i ma się dobrze. Teza udowodniona, matura jest bez sensu, bo bez niej, a raczej bez wiedzy na niej sprawdzanej da się żyć. Po co zatem istnieć ma MEN, skoro i tak wymyśla rzeczy bez sensu i zostało to udowodnione? I po co ten MEN się spotyka z twórcami? Żeby ubić, czy przeciągnąć na swoją stronę?
Zrozumiałem jak zwykle rzecz oczywistą po pewnym czasie.
“Matura to bzdura” uzasadnia istnienie MEN-u! Należy zwiększyć nakłady na szkolnictwo w Polsce. Z UE na pewno da się zdobyć jakąś dotację dla autorów i twórców programu (żeby zwiększyć świadomość społeczną problemu). System szkolnictwa należy zmienić, gdyż po ulicach chodzą młodzi ludzie nie mający wiedzy. To widać.
Chapeau bas przed ministerstwem za doskonały ruch.
*Tak, wiem, czytałem. Napisał Mickiewicz.
{ 1 komentarz… przeczytaj poniżej albo dodaj swój }
Ja to zrozumiałem przy 3-cim podejściu do matury 8 lat temu. W końcu zdałem, skończyłem studia i dalej uważam, że matura jest do bani, nie wnosi nic oprócz stresu, który dodatkowo teraz męczy młodzież, bo na wyniki trzeba długo czekać, bo punkty, bo….
Pozdro