≡ Menu

All is Lost – Robert Redford

Robert Redford w All is Lost jest podobny do Sandry Bullock w Grawitacji. Nie tylko poprzez samotnego bohatera pośród niczego. Jest podobny, bo polaryzuje opinie; można ten film albo uznać za pierwszoligowy, albo nudny i bez sensu.

I oto mamy samotnego żeglarza, na jachcie, gdzieś na Oceanie Indyjskim. Nie mam wątpliwości dlaczego Robert Redford pojawił sie w tym filmie. Jest stary i zmęczony. Nie ma w sobie nic z amanta. To człowiek bez uśmiechu. I oto kontener pełen butów (oczywiście, że buty pasują jak ulał w tym miejscu) wbija się w łódź bohatera. Ten ze spokojem rozpoczyna naprawę.

Redford wygląda jak ktoś kto nie ma złudzeń. Nie panikuje. Wie co może zrobić i robi to powoli, metodycznie. Zakleja dziure w burcie. Czyści alkoholem zalany wodą morską radiotelefon. Przygotowuje się na sztorm.

Dopiero po filmie zadałem sobie pytanie dlaczego ten facet znalazł się sam na środku oceanu? Po jaką cholerę Amerykanin (zakładam) płynie na drugi koniec Świata (podejrzewam, że lokalizacja jest dokładnie po przeciwnej stronie środka USA)?

Teraz wiem. Wydaje mi się to urzekająco proste. Jak cały film.

Podobnie jak przy Grawitacji można nakładać na ten film różne filtry metafor. Ale najpierw trzeba obejrzeć. I skupić się na początkowych słowach bohatera.