≡ Menu

Armada cz.2

Zapach domu to pierwsze, co uderza u obcych. Wchodzisz i całe ciało wie, że nie jesteś u siebie. Wolfgang miał obszerne mieszkanie, pełne książek i zegarów. Spodziewałem się u właściciela takiego samochodu minimalistycznego wnętrza, ale nie wiem dlaczego. Pewnie przez tych wszystkich amerykańskich scenografów, co to domy bogatych ludzi robią takie sterylne i oszczędne, z niby klasą. Wolfgang miał obszerne, ale nadające się do życia.

– Nie ściągaj butów – powiedział patrząc na moje trampki. – Czego się napijesz? Może zjesz coś?

– Napiję się wody.

– Siadaj gdzie ci wygodnie. Potrzebuję kawy. Daj mi parę minut. – Usiadłem na miękkiej sofie, a gospodarz wyszedł do półotwartej kuchni obok salonu. Zobaczyłem wtedy, że na jednej z półek z książkami siedzi kot i uważnie mnie obserwuje.

Salon był pełen obrazów, grafik i rzeźb. Na podłodze leżał dywan. Miękki i stary. Pomyślałem, że chciałbym taki i powinienem o niego poprosić. Nie wiem co mógłbym z nim zrobić, ale dobrze byłoby go mieć. Pewnie kot też go lubi.

Na półkach były przeróżne książki. Od nowych wydań w miękkiej kolorowej okładce do starych w skórzanych, tłoczonych oprawach. Małe w sąsiedztwie dużych. Cienkie obok grubych. Bez składu i ładu. Chaos i kot. Cały czas się na mnie patrzył.

Zegarów było kilka, wszystkie mechaniczne.

– Chciałbyś wygrać milion euro w totka? – zapytał niosąc kawę. Właściwie to nie chciałem, bo właśnie “wygrałem”, ale wolałem o tym nie mówić.

– Nie wiem – odpowiedziałem.

– Większość ludzi chce i to są krowy. Dojne krowy. Pozwól, że ci wyjaśnię. To nie milion, dwa czy dziesięć jest problemem. To chęć posiadania tego miliona jest podejrzana. Chęć posiadania pieniędzy wielkich, natychmiast, bez wysiłku, by móc wegetować

– Ale po to się pracuje, żeby mieć pieniądze. Co złego w tym, że chcieć ich więcej? – nie byłem pewien dokąd zmierza.

– Miałem przyjemność pracować w pewnej firmie i mogłem śledzić poczynania tych, co wygrali duże pieniądze. Wszyscy, co do jednego, rzucali swoją pracę w ciągu pierwszych dwóch tygodni od wygrania. Niektórzy zanim pieniądze wpłynęły na ich konto. I każdy zmieniał swoje życie niemalże kompletnie. To krowy.

Wolfgang łyknął kawy, a puchaty kot zeskoczył z półki i podszedł do moich stóp.

– Jeśli fantazjujesz o wygranej w totka to znaczy, że jesteś krową. Jedyne czego ci trzeba to trawa, którą możesz żreć całymi dniami. Chcę żebyś dla mnie pracował. Paś krowy moje.

– Kontynuj proszę – powiedziałem.

– Ci wszyscy kupujący los i ci wszyscy, którzy mówią, że to głupota są jednakowi. Jaka to sztuka policzyć kombinację bez powtórzeń? No jaka? I chodzi taki geniusz później i mówi, że on podatku od głupoty nie płaci. A co on wart? Tyle co ten, który los kupuje. Obaj nic nie mają.

Wstał szybko i podszedł do barku gdzie na wysuwanym stoliku pojawiła się bateria butelek.

– Może Rioja 1982? Doskonały rok. Albo Bordeaux Pauillac 1984? Może coś mocniejszego? Dungourney?

– To na myszach spróbuję.

– W spichlerzach ze zbożem przeznaczonym na słód bywało bardzo dużo mysz. Jednak to najwięcej kotów tam ginęło z przejedzenia myszami obżartymi zbożem i właśnie koty najczęściej znajdowano w kadziach fermentacyjnych…

– No to na kotach.

– Te krowy i ci geniusze matematyczni. Wszyscy oni są tyle warci ile wynosi stawka. Pokaż tym, co uważają loterię za głupotę milion dolców i zapytaj czy chcą zagrać z szansą 1 do 2. Zagrają, bo ich mózg wspaniały powie, że takiej szansy nie można odrzucić. Ukażą swoją krowowatość w pełnej krasie. – Wolfgang zaczynał lekko opluwać lewy kącik ust, ten od serca. Popijał wino dużymi łykami i spieszył się jakbyśmy się na dworcu kolejowym mieli zaraz rozstać.

– Te krowy wszystko czego chcą w życiu to pieniądze i za te pieniądze możesz mieć ich czas, zdrowie i życie. Doić ich, karmić i na końcu zeżreć, a oni będą ci klaskać nawet na talerzu. Tak. Potrzebuję kogoś kto będzie ich doglądał.

– Ja niby? – Whiskey po trzydziestu latach w beczce dębowej i kolejnych dwudziestu w butelce nabrała nowego smaku.

– Nie wziąłeś pieniędzy, a mogłeś. Albo jesteś głupi. Albo wystraszony. Albo paś krowy moje.

– Skąd wiesz o pieniądzach?

– Paś krowy moje – niemal krzyknął po raz trzeci.

– Ale jak? Po co?

– Paś, kurwa, a otworzę ci oczy – syknął.