≡ Menu

Symion Lavlon cz.3

Chłopak niemal leżał przytulony do albumów z pracami Franka Lloyda Wrighta. Rozejrzałem się po gmachu, gdzie ludzie ruszali się wolno i cicho. Biblioteka. Ciekawe miejsce. Bywam rzadko.

– Mogę tu usiąść? – zapytałem, a chłopak omiótł wzrokiem prawie pustą salę i spojrzał na mnie jak na intruza.

– Wspaniała dziewczyna. Niezwykle inteligentna. Pracowali nad nią dość długo. Wisienkę na torcie postawiłem ja. Po kilku miesiącach odkryłem, że nie lubi obwiniania o cokolwiek. Boi się i ucieka od odpowiedzialności, pracy i nauki, bo przeraża ją nie błąd, ale to, że ktoś ją tym błędem obarczy. Pięknie popłynęła. To było ciekawe.

Później pewna kanclerz, która skrobała się regularnie co pół roku. Nie można jej było ani popchnąć w dumę, ani w poczucie winy. Chcieliśmy, żeby była dumna i została orędowniczką albo popadła w obłęd samobiczowania. Żeby się bujnęła w którąś stronę, żeby można kontynuować. Ale ona twarda była, po środku stała, ani tak, ani tak. Ostatecznie zaczęła palić. Udało się, paliła w stresie, nigdy dla przyjemności. Dwa lata i zaczęło się od żołądka, no i lekarze pomogli intensywną terapią.

Albo dwunastolatek wiecznie przez rodziców gaszony. Zniszczyli mu odruch samoobrony, charakter rozregulowali, ale nie chciał nic robić. W wyobraźni się wyżywał. Takie wielkie emocje, ale w środku, bez konsekwencji na zewnątrz. Wykombinowałem, żeby w szkole starsi koledzy na przerwach go dopadali, siadali na nim, i siedzieli tak długo, aż omdlewał z braku powietrza. On nie pokazywał, że się boi ani, że mu to przeszkadza. A oni nie przestawali na nim siadać. Ale działało. Najpierw udusił chomika, później bezpańskiego kota. I z górki.

– Po co mi pan to mówi?

– I tak cię wezmą do koszar. Prędzej czy później i tak tam wylądujesz. Nie masz na to wpływu, bo od kiedy to jeże decydują którędy będzie biegła autostrada? Nie jest to interes jeża. Jesteś w dupie. Już nad tobą pracują. Tak jak ja pracowałem nad tymi biedakami.

– Kto pracuje? Kim pan jest?

– A czy to ważne kto pracuje? Politycy, copyrighterzy, fundacje. Nazywaj ich jak chcesz. Liczy się dla nich tylko twoja uwaga. Wywołanie odpowiednich desygnatów i zachowań.

– Nie rozumiem.

– Nie szkodzi. Znam twojego ojca. Służyliśmy razem – skłamałem. – Nie mam za dużo czasu, a i ty niewiele, zatem posłuchaj mnie uważnie. Przeszedłeś dopiero dwa etapy. Cały twój Świat to te etapy. Myślisz, że niczego innego nie ma poza twoim żalem i złością, a to dopiero początek – powiedziałem szeptem i odsunąłem się nieco przypatrując z uśmiechem. Chłopak był lekko przerażony.

– Będzie strach, będzie lęk, będzie rezygnacja, akceptacja i w końcu będziesz tańczył jak ci zagrają. Stracisz talent, zyskasz wyobrażenia, które ktoś inny dla ciebie wykreował i będziesz kukiełką. Wiem co mówię. Tak zarabiam na życie – skłamałem znowu i zrozumiałem, że lubię kłamać w ostatnich zdaniach.

– Wiem, że jest wojna, że mnie na front mogą wziąć. Wiem, że to ostatnie chwile, kiedy mogę pobyć tym … Nie chcę, żeby mi ktoś przeszkadzał. Nie mam czasu – powiedział patrząc na album, a ja wiedziałem, że już nad nim pracują.

– Mówił ci ktoś, że każda chwila jest ważna, żeby żyć tak jakby świat się miał jutro skończyć? Bzdura. Tak właśnie działa firma, bo Świat, mój drogi, jest nieskończony. To co myślisz to pewien model, który ci wsadzili. Twój ojciec miał szansę. Wzięli go do wojska, ale niczego się nie nauczył. Teraz szansę masz ty. Jak się uda może i on nauczy się tego od ciebie. Sprawa jest prosta – powiedziałem, ale oczywiście skłamałem. To nigdy nie było proste.

– Wystarczy znaleźć jedno uczucie. Jedno właściwe i można człowieka zamienić w roślinę. Będzie się nim karmił aż padnie. Poczucie winy, perfekcjonizm, strach przed porażką, strach przed odrzuceniem – nieważne. Wystarczy to znaleźć i gotowe. Ale żeby to odkręcić trzeba wielu sztuczek. Jedną z nich jest armia.

– Co? – zapytał marszcząc czoło.

– Armia da ci po dupie i trafisz do niezłego młyna. Będą cię najwspanialsi sadyści urabiać, aż pewnego dnia podczas czyszczenia broni rozdasz kilka kul. Nie pytaj skąd wiem. Posłuchaj mnie uważnie. Ważne, żebyś zapamiętał, że smutek jest niezbędny do życia. Napawaj się nim, bo za chwilę może go już nie być. Ból jest konieczny. Ciesz się nim, bo nie trwa wiecznie. Pomagaj innym aż padniesz z wycieńczenia. Zwłaszcza gdy nie możesz, albo nie chcesz. Zwłaszcza tym, których nie lubisz, albo którzy nie lubią ciebie. Naucz się pisać obiema rękami i pisz lewą co czujesz, a prawą co zamierzasz zrobić. Codziennie pisz kilka zdań. Pisz starannie, bo będzie mi to potrzebne – powiedziałem wstając. – Będziesz architektem, tylko zrób jak powiedziałem. Zacznij już dziś. Odezwę się jeszcze.

Młody człowiek patrzył na mnie wielkimi oczami, a moją uwagę przykuły dwie postacie wyraźnie ukrywające się w mroku jednej z naw. To nie mogli być oni. Ale jeśli byli to…

– Nazywam się Symion Lavlon – rzuciłem przez ramię i poszedłem szybkim krokiem w stronę mroku.

 

Dla Bartosza i Darka