≡ Menu

Trzy krowy – dołącza jeż i sowa.

Krowy wykorzystały nieuwagę gospodarza i już o ósmej rano były na polnej drodze prowadzącej do Australii. Nagle Średnia krzyknęła do Dużej:

– Uważaj! Nie nadepnij!

Na drodze stał jeż z zawiniątkiem na plecach.

– Co ty robisz Zygmunt? – zapytała Duża.

– Idę razem z Zośką i wami do Australii – odpowiedział. Na przydrożnym drzewie siedziała sowa.

– Zygmunt, nigdzie nie idziesz!

– Idę.

– Jesteś za mały na taką podróż.

– Mogę jechać na jednej z was.

– Jechać?

– Gdy ja siedzę na tobie, a ty idziesz, to ja jadę.

– Zygmunt, twoja pewność siebie jest intrygująca, ale nie dasz rady. Australia jest daleko.

– Wcale nie. Dam radę.

Duża krowa niepewnie zagryzała wargę patrząc na całe towarzystwo.

– A ty Zośka dlaczego idziesz? – Duża zapytała sowę.

– Zygmunt mnie namówił.

– A może nie chcesz i idziesz przez niego?

– A może chcę. Muszę sprawdzić.

Dużej pozostało tylko ustalić kto kogo niesie w razie czego. Średnia zaproponowała, że poniesie bagaże czyli zawiniątko Zygmunta. Po chwili cała gromada podążała w kierunku Australii, a przynajmniej tak mówiła Średnia. Szli tak ładne parę minut w milczeniu. Jeż całkiem dobrze sobie radził w przebieraniu łapkami. Zosia podlatywała z drzewa na drzewo, od czasu do czasu zerkając na polne myszy buszujące przy drodze.

– A czy wy czasem nie powinniście spać w dzień? – Duża zatrzymała się patrząc na jeża i sowę.

– Zosia wypiła kawę, a ja położyłem się wczoraj wcześniej – oznajmił Zygmunt.

– Tak – powiedziała sowa patrząc wielkimi żółtymi oczami bez mrugania. – Podwójne espresso.