≡ Menu

Trzy krowy – hiszpańska krew cz.1

– Teraaaz się cofnij! – Duża krzyknęła do Średniej, która próbowała złapać w pułapkę ofsajdową napastnika z drużyny żubroniów podczas coniedzielnego meczu towarzyskiego.

– Żeby się cofać muszę normalnie zakręcać. Nie dam rady iść tyłem do tyłu! – Średnia krzyczała rozpaczliwie, a tymczasem żubroń Stanisław wyminął ją elegancko, rzucił niskie “perdonar” i strzelił Małej w okienko.

– Ja już nie chcę na brance stać. Zmiaaaanaaa! – Mała krzyczała do nikogo.

Dżdżownica Matylda oraz królik Edward, który wolał, żeby go nazywano Justin, siedzieli z boku boiska i dopingowali słabszym. A raczej to Matylda dopingowała.

– Dawaj race! Dodamy krowom animuszu. Kochanie nic się nie stałooo, kochanie niic się nieee staaaałoooo, kochanie nic się nie stałooo! – Matylda ryczała z zamkniętymi oczami, kołysząc się na boki.

– Nic nie zrobią. To koniec. Dopóki nie zmienią trenera – Justin spojrzał na Dużą na chwilę przerywając przeżuwanie mlecza – to nawet od owiec dostaną do zera.

Owce miały kiedyś zaproszenie na meczyk niedzielny. Po przyjściu na boisko zbiły się w kupę i przez cały czas patrzyły na piłkę jak zahipnotyzowane. Nic nie pomagało, prośby, groźby ani szantaż. W końcu ktoś zabrał piłkę, a owce wróciły do zagrody. Natomiast Duża nie nadając się do biegania i mając skrajnie pesymistyczny charakter została samozwańczo trenerem krów. Wszyscy wiedzieli, że muszą nastąpić zmiany na stanowisku, ale każdy się bał Dużej i zmian. Zmiany przerażały krowy.

Ale za to u żubroni zmian było co niemiara. Cały czas była rotacja zawodników i zostać w drużynie mogli tylko najlepsi. Również na stanowisku trenera występował podobny mechanizm – po przegranym meczu trener wylatywał. Po wygranym miał prawo zostać. Od kilkunastu spotkań trenerem był byk Miguel, który uciekł z Corridy i znalazł azyl pod Poznaniem. Pod jego przewodem żubronie były niepokonane.

– Gdyby tak krowom dać szansę Poznania prawdziwego futbolu – rozmarzył się Justin.

– Żu-bro-nie bie-dro-nie! Żu-bro-nie bie-dro-nie! – Matylda była na wskroś przejęta rolą kibica.

– Gdyby tak … – Justin zamyślił się.

Mecz powoli się kończył co można było poznać po tym, że większość zawodników obu drużyn zaczęła skubać murawę, a Matylda ochrypła. Jednak w niewątpliwie szatańskim umyśle Justina narodził się plan, który był początkiem największej w dziejach futbolu transformacji.

Następny

Poprzedni