≡ Menu

Trzy krowy – hiszpańska krew cz.2

Krowa powinna być w herbie filozofów. Tak powiedział ktoś mądry, ale tylko sowa Zosia wiedziała dlaczego. Oczywiście traktowała to jako zagadkę i nikomu nie zdradziła odpowiedzi.

Z drapieżną rozkoszą, a zwłaszcza gdy nadchodził niż atmosferyczny, częstowała tym każdego, kto się nawinął. Tym razem, pomimo niżu, siedziała cicho i nieruchomo wpatrywała się oczami wielkimi jak dwie wieże w Kopenhadze w królika.

Edward zwołał wszystkie zwierzęta na tajną naradę w sprawie przyszłości futbolu.

– Sprawa jest prosta. Żeby wygrać z Żubroniami należy zatrudnić hiszpańskiego trenera. Nie mam pojęcia kto to będzie. Należy znaleźć najlepsze rozwiązanie na miejscu. Właśnie, na miejscu. Potrzebuję ochotników do podróży. Obiecuję krew, pot i łzy w zamian za satysfakcję.

– Jaką satysfakcję? – zapytała Mała krowa.

– Ogromną satysfakcję z wygranej – Edward chodził wyprostowany na tylnich łapach przed zwierzętami, trzymając ręce zaplecione z tyłu.

– Czy to niebezpieczne? – zapytała Średnia

– Bardzo – Edward patrzył nieprzerwanie na krokiew zagrody.

– Czy można zginąć? – Średnia drążyła temat.

– Nawet należy. Jednak ktoś musi wrócić z tej podróży wraz z trenerem. Ktoś o zdolonościach organizacyjnych i przywódczych. Ktoś twardy, a jednocześnie wzbudzający ciepłe uczucia. Oczywiście najlepiej ciepłe uczucia wzbudza miękkie futro i długie, oklapnięte uszy.

Zwierzęta zaczęły się wzajemnie obserwować. Oklapnięte uszy były do zrobienia, ale futro już trudniej.

– Ja chcę… – Mała nie zdążyła skończyć, gdy Edward przerwał.

– Idę ja, Duża, Średnia, Mała i Zosia.

– A ja? – Matylda zrobiła wielkie, trzęsące się, łzawe oczy.

– Nie chcemy awantur o podłożu politycznym podczas podróży. Reszta nie idzie, gdyż oszczędzamy na wydatkach, staramy się być niezauważeni, a jednocześnie maksymalnie skuteczni.

Matylda ze spuściła wzrok i odpełzła do ciemnego kąta, gdzie zwinęła się w kulkę. Wizualizowała sobie śmierć Edwarda i powolne jego pożeranie przez swoje koleżanki. Euforia zapanowała wśród krów z wyłączeniem Dużej, która podeszła do Edwarda zmartwiona.

– Nie mam kremu z filtrem, a tam jest przecież tak słonecznie.

– Kremy z filtrem to wymysł koncernów – powiedział Edward z pogardą. – Nic ci nie będzie. Wyruszamy za pięć minut. Opóźnienie spowodowane jest moją zażyłością z małżonkami. Jeśli wiesz co mam na myśli?

Edward oddalił się pospiesznie w strone klatek z żonami, a Mała nie przestawała biegać dookoła Średniej krzycząc wszystkie hiszpańskie słowa, które znała czyli “ole! ole! ole!”