≡ Menu

Ukraina

12 lipca któregoś tam roku, podczas marszu Oranżystów w Dublinie nie mogłem się powstrzymać przed obejrzeniem walk katolików z protestantami. Przybyłem na miejsce, gdzie stało kilka doszczętnie spalonych samochodów (właścicelami byli raczej emigranci albo przyjezdni nie znający lokalnego folkloru).

Na głównych ulicach wciąż trwały przepychanki pomiędzy stronami konfliktu i policją. W pewnym momencie chcąc zrobić kilka zdjęć, znalazłem się naprzeciw biegnącego tłumu. Tłum ów był dość agresywnie goniony przez inny tłum. Tłum uzbrojonych antymanifestacyjnie policjantów. Mój jakże zaskoczony mózg zdołał przekazać nogom informację, że należy przyłączyć się do tłumu pierwszego, gdyż podczas spotkania z policjantami nie będzie czasu na wyjaśnienia.

Tu mógłbym puścić wodzę fantazji, jak to po latach sprawdzania lojalności, jedna ze stron konfliktu mnie przygarnęła. Jak po wielu trudach zostałem przywódcą ideowo-religijnym i zmieniłem oblicze polskiego emigranta na zachodzie. Mogłoby powstać fajne opowiadanie. Sprawa jednak skończyła się prozaicznie i tylko brązowy ślad na ulicy wskazywał moją drogę do najbliższego pubu, gdzie zadyszkę uspokoiłem dwoma Guinnessami.

Mała wyspa z najbliższym sąsiadem, który, jak każdy wielki sąsiad, ma zapędy imperialne. Pamiętam wiadomości z dawnych lat o walkach w Ulsterze. Mała, “odcięta” od Świata wyspa. To bardzo pomagało nam wszystkim się tym nie interesować.

Syria, kiedyś, dziś i jutro. Egzotyczny kraj dla naszych emocji. Bo tam przecież zawsze się tłukli i będą tłuc. Taki klimat.

Aż tu nagle Ukraina. Co się zmieniło, że gotuje się tak wielu naszych? Może sąsiedztwo zobowiązuje bardziej niż więzy religijne, gospodarcze i inne? Pali się sąsiada dom to trzeba ugasić, bo pomimo współczucia jest jeszcze rozsądek. Ogień się może przenieść do nas.

Chyba media nauczyły nas gadać i generować informacje. Samograjne newsy. Mielenie emocji bez efektu.

Jeśli umiesz pomóc to zrób to. Jeśli umiesz ubić interes – działaj. Ale jeśli dajesz tylko pożywkę emocjom, gadasz i bijesz pianę – daj spokój.

Albo jedź zobaczyć jak to jest walczyć o coś z narażeniem życia. Obawiam się, że pampers nie wystarczy.