≡ Menu

Whiplash

Bardzo często twórcy każą mi myśleć, że podróż w czasie jest możliwa, że statki powietrzne latają za pomocą jakiś dziwnych praw. Fantasy każe wierzyć, że np. drzewo gada i spaceruje, a smoki nie tylko są, ale są mądre.

Mózg się przy tym męczy i pragnie czegoś prawdziwego. Żeby odpocząć.

No i pojawia się Whiplash.

Taki film, który oglądam i jeśli chcę to widzę.

Widzę parę psychopatów, którzy się zawsze jakoś rozpoznają w tłumie. Ich relację toksyczną, która oboje unosi ku wspólnemu celowi za cenę niszczenia obojga.

Ale mogę widzieć relację Boga i człowieka. Okrutna istota smaga śmiertelnego do krwi, aby miał udział w boskości, a zarazem chce, żeby człowiek stawiał czoła i chciał być jej równym.

Jeśli zechcę, to się utożsamię z mistrzem, bo któż nie chciałby być charyzmatycznym zmieniaczem czyjegoś życia? A chwila wystarczy, bym poczuł się jak uczeń, by zadość uczynić atawizmowi, że przez krew, pot i łzy mogę osiągnąć wszystko.

Mogę, a to bardzo łatwe, zobaczyć obraz miłości, dla której trzeba zrezygnować ze wszystkiego, oddać całego siebie, a gdy się ją porzuci i wróci po czasie, to ona czeka, a nie łajdaczy z innymi.

Mógłbym widzieć, ale pięknem tego filmu jest to, że nie muszę. Nikt mnie do myślenia nie zmusza. Dostaję opowieść wyłożoną pięknymi obrazami i wspaniałą muzyką. Płynie przeze mnie, czuję, że jest prawdziwa i odpoczywam.